Ferrari, rzepak i niedotrzymane obietnice

Poznań. Majowy, słoneczny dzień. Parking pod Leroy Merlin i… piękne, żółte Ferrari. Nie, to nie był sen. To prawda! Tylko, o co w tym wszystkim chodzi?

Warto zacząć od tego, że jestem niepoprawną świruską. Tak, świruską. Uwielbiam robić niespodzianki, sprawiać radość bliskim mi osobom i przede wszystkim – wyłapywać z zupełnie nic nie znaczących rozmów pojedyncze słowa, które podpowiadają mi, co następnego mogę wymyślić. Jednak temat Ferrari, występował w naszym życiu od dawna. Tfu, odkąd ze sobą jesteśmy! Prawie 3 lata słuchałam o tym, że weźmiemy kiedykolwiek ślub, jeśli „załatwię mu Ferrari”. Wiecie, faceci nie lubią rozmawiać o takich tematach, stąd też mój wymyślił sobie to wyimaginowane Ferrari, żeby mnie zbyć i mieć święty spokój na najbliższe tysiąclecia. 😉

Jednak… Kobieta, to kobieta. Stanie na głowie, rzęsach i przy okazji poruszy pół świata, żeby osiągnąć to, na czym jej zależy. Podczas rozmowy z teściami, zaledwie kilka dni temu, mój ukochany po raz kolejny przypomniał mi, iż „nie zaręczymy się/nie weźmiemy ślubu etc. etc., bo nadal nie załatwiłam mu Ferrari”. Wyszczerzał przy tym zęby, jak w reklamie Colgate i liczył na to, że ta chwila nigdy nie nadejdzie. Radosny i szczęśliwy niczym baranek, nie spodziewał się nawet tego, jaki numer mu wykręcę. I choć po wszystkim skwitował to krótkim „miało być na własność, więc się nie liczy” – i tak nie żałuję całego przedsięwzięcia.

A zaczęło się niewinnie…

Pomyślałam sobie – a może byśmy kupili sobie jakieś auto na firmę? Przeszukałam możliwe leasingi, raty, sprawdziłam stan konta. Dotarło do mnie, że to w tej chwili zupełnie niemożliwe… Co by tu więc wymyślić? Ferrari… Kurde, Ferrari! Tylko jak załatwić Ferrari do sesji, nie wydać na to majątku i jeszcze mieć z tego ekstra pamiątkę? Pomyślałam sobie wtedy „albo teraz, albo nigdy”. Wiedziałam, że prędzej, czy później załatwię mu jakoś to Ferrari, po co więc było czekać? Chciałam zobaczyć jego zszokowaną minę, kiedy zorientuje się o co w tym wszystkim chodzi. Przekopałam sieć, w poszukiwaniu jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie „jak się za to zabrać”. Natchnęło mnie, żeby… poszukiwania idealnego auta zacząć od rozmowy z Dyrektor Marketingu Ferrari. Pani Karolina okazała się przemiłą osobą! Podpowiedziała mi bardzo wiele ciekawych rzeczy, pogratulowała kreatywności i obiecała małą niespodziankę dla mojego złośnika. 🙂

Dotarłam również do Marka – właściciela pięknego, żółtego Ferrari 458 Italia Spyder. To był strzał w dziesiątkę! Strzał, typu taki, jak od Amora! Wiedziałam, że to auto marzeń i mimo że mój ukochany chciał „WIŚNIOWE FERRARI” uznałam, że to żółte zauroczy go tak samo, jak i mnie! Nie myliłam się;-) Po ustaleniu szczegółów z wynajęciem auta, rozpoczęłam poszukiwania idealnego fotografa. Chciałam uwiecznić ten moment, zachować dla nas na zawsze te wspomnienia. Dzięki znajomej trafiłam na dwie genialne dziewczyny – Żaklin i Werę, które okazały się nadawać na tych samych kosmicznych falach, co ja. Mówię Wam, stworzyliśmy wspólnie jeden wielki wulkan energii! I choć sesja miała się odbyć w zupełnie innym miejscu – nic nie było w stanie nas powstrzymać 🙂

W dniu sesji czułam się wyjątkowo! Nareszcie zrobiłam dla mojego ukochanego coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Coś, co zapadnie w naszą pamięć na wiele, wiele lat. Coś, co powiedziało mi, że naprawdę warto się dla tego mojego łośka postarać 🙂 Choć nie jestem w stanie powiedzieć, czy to zrobiło na nim aż tak piorunujące wrażenie, na jakim mi zależało to wiem, że kiedyś z miłą chęcią będzie wracał do tych wspomnień i oglądał nasze fotki w Ferrari i rzepaku.

Sesja udała się znakomicie, a jej efektami pochwalimy się na blogu już w następnym tygodniu. 🙂 Mamy nadzieję, że to dopiero początek tych zwariowanych przygód, bo ja już szukam pomysłu na nowe przedsięwzięcie… 😉 Ten typ tak ma. Nie próbujcie mnie zrozumieć, takich jak ja trzeba zaakceptować, utulić i po prostu pokochać <3

Buziaki.


Potraktuj ten wpis z przymrużeniem oka. I z góry uprzedzę… Nie, nie chcę kupić miłości mojego faceta 🙂 Jestem spontaniczną osobą, która kocha sprawiać radość swoim bliskim. Cieszy mnie to, kiedy oni są radośni dzięki moim działaniom. A sedno całej historii… 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *