Podsumowanie 2017 r. - part 1

Jak dziś pamiętam Sylwestra sprzed 4 lat. To był naprawdę ciężki i bardzo emocjonalny czas. Ledwo 11 dni po wypadku, przywiązana do łóżka, zmagająca się z ogromnym bólem i strachem o to, co mnie dalej czeka. Nie było łatwo. Wtedy naprawdę dużo płakałam i próbowałam ćwiczyć swoją cierpliwość. Przetrwać ten trudny dla mnie okres, a szczególnie – Sylwester, pomógł mi mój najlepszy przyjaciel. Nie poszedł na żadną imprezę, a cały ten wyjątkowy wieczór spędził pisząc ze mną na archaicznym już komunikatorze – GADU GADU. Tak, on pewnie jeszcze nie rozumiał wtedy, ile to dla mnie znaczy. Pamiętam jednak, że taka z pozoru zwykła rozmowa naprawdę sprawiła, że uwierzyłam po raz kolejny w to, że ten nowy, 2014 rok będzie dla mnie jednak łaskawy…

W chwili, kiedy odwrócili się ode mnie wszyscy znajomi i przyjaciele – ciężko było znaleźć pokłady skrywanej motywacji i wytrwałości. Los przygotował dla mnie mnóstwo sprawdzianów, które niestety nie udawało mi się zdać „śpiewająco”. Pokonanie każdego kolejnego problemu kosztowało mnie naprawdę sporo… On jednak był przy mnie. Na odległość, na dystans, ale jego obecność pozwalała mi pokonywać kolejne milowe kroki w moim nowym życiu.

Dlaczego wspominam takie smutne chwile właśnie dziś? Wtedy, jeszcze te 4 lata temu ciężko mi było wyobrazić sobie, że będę mogła każdego dnia cieszyć się nie tylko zdrowiem (wróżono mi naprawdę czarną przyszłość), ale i swoją nową rodziną, do której dołączył nie kto inny, a ten sam Sylwestrowy przyjaciel. Poruszam ten temat przy okazji podsumowania 2017 roku, ponieważ to właśnie ten rok cały od A do Z spędziliśmy razem. Pierwszy taki rok, kiedy naprawdę byliśmy ze sobą cały czas. Niemalże każdego dnia budziłam się i zasypiałam w ramionach tego mężczyzny, o którego miłość musiałam walczyć dość długo. Staż naszej znajomości wiadomo – jest dużo dłuższy. Znamy się i przyjaźnimy 6,5 roku, cieszymy naszym związkiem prawie 3,5, jednak tak naprawdę od 1,5 roku możemy celebrować nasze uczucie każdego dnia i spędzać ze sobą każdą chwilę. Wcześniejsze 2 lata to był dla nas sprawdzian wytrwałości i tego, czy naprawdę zależy nam na sobie. 2 lata jeżdżenia do siebie, spotykania się raz na miesiąc, życia na odległość i nauki siebie nawzajem w takich ekstremalnych sytuacjach. Po tym czasie, przyszedł właśnie ten rok – 2017, który był dla nas sporym wyzwaniem. Jednak przetrwaliśmy go wspólnie – każdego dnia podejmując te ważne i te mniej istotne decyzje dotyczące naszego wspólnego życia. Czas więc na małe podsumowanie 🙂

STYCZEŃ 2017 r.

Rozpoczęliśmy ten rok naprawdę… elegancko 😉 Ja – szalona wymyślaczka równie zwariowanych rzeczy, załatwiłam nam Sylwestra marzeń w przepięknym apartamencie w jednym z najlepszych poznańskich hoteli – Sheratonie. Poranek w tym miejscu to jedno z najpiękniejszych wspomnień z 2017 r. Widok z okna, przelatujący gdzieś w oddali samolot, chwile na podsumowanie ubiegłego roku i przygotowanie nowych celów na ten rok. Nie mogło się to odbyć w lepszych okolicznościach! Pod względem zawodowym był to jednak bardzo trudny czas. Wiedziałam, że to co robię w tej chwili nie jest moim marzeniem i czuję po prostu, że muszę coś zmienić… Dzięki ogromnemu wsparciu mojego ukochanego podjęłam właśnie w styczniu decyzję o tym, że muszę dać sobie chwilę na oddech, pozbieranie myśli i podjęcie nowych wyzwań. Z dniem 20 stycznia odeszłam z pracy i rozpoczęłam 1,5 miesięczny „urlop”, podczas którego starałam się o moją posadę marzeń. Męczyłam się też z okropnym zapaleniem spojówek, które doprowadziło mnie nawet do tego stanu, że wylądowałam na okulistyce…

Odwiedziliśmy też poznańskie targi ślubne, wykonaliśmy pierwsze wspólne wizytówki. Moja Majkowa gwiazda (zwana dzieckiem numer 1) zagrała w Jasełkach pięknego aniołka. Kupiliśmy sobie też wielki obraz – plakat OGÓRKA (VW), który od tego czasu zdobi nasz salon i przypomina o wspólnych pasjach i marzeniach. Poza dwoma wyjazdami do Poznania – zawitaliśmy też do mojej rodzinnej Jeleniej Góry i miło spędziliśmy czas z moją rodziną. To był bardzo intensywny miesiąc 🙂

Każdego dnia budziłam się i zasypiałam w ramionach mojego ukochanego, utwierdzając się w tym, że dobrze zrobiłam – stawiając całe swoje życie na głowie w imię miłości. Do niego.

LUTY 2017 r. 

Pierwszy, taki całkowicie wolny miesiąc. To właśnie w tym czasie wzięłam udział w wielkiej rekrutacji do jednej z najlepszych agencji w Polsce. Miałam już nadzieję, że to właśnie ta posada okaże się moją pracą marzeń. Postawiłam swoje życie na głowie po to, aby właśnie tutaj się dostać. Na wyniki musiałam naprawdę długo czekać…

W tym okresie postanowiliśmy też upiększyć trochę to nasze wynajmowane gniazdko. Zamontowaliśmy fikuśne lusterka w salonie, ogarnęliśmy też inne pomieszczenia. Zaczynaliśmy się czuć prawie jak „w swoim domu”. W międzyczasie zaczęliśmy powoli rozwijać swój biznes i planować pierwsze escape roomy na imprezach i weselach.

Udało nam się również coraz lepiej ogarnąć naszą codzienność. Docieraliśmy się i wspólnie tworzyliśmy plany na kolejne miesiące. W tym czasie wsparcie mojego Grzegorza okazało się wręcz nieocenione… Wariowaliśmy, żartowaliśmy, dzieliliśmy się z innymi pozytywną energią. Pod koniec miesiąca okazało się też, że nie dostałam tej wymarzonej pracy… Dosłownie kilka dni później – odezwano się do mnie z zupełnie innego miejsca, po kilku rozmowach dostałam szansę na dołączenie do projektu, który jawił mi się wtedy jako nieosiągalne marzenie. Ostatniego dnia miesiąca wyjechaliśmy też w podróż – do jednego z najprzyjemniejszych hoteli nad samym morzem. To była cudowna wyprawa!

Każdego dnia budziłam się i zasypiałam w ramionach mojego ukochanego, utwierdzając się w tym, że dobrze zrobiłam – stawiając całe swoje życie na głowie w imię miłości. Do niego.

 

MARZEC 2017 r. 

Żebyście wiedzieli, na jaką my pogodę trafiliśmy nad tym morzem! CUDO! Słoneczko, ciepełko, piękne widoczki. Odjazd! Marzec to jeden z moich ulubionych miesięcy ze względu na to, że rozpoczyna się moimi urodzinami 🙂 Od dnia wypadku zawsze staram się, żeby ten 1.03. był jednym z najpiękniejszych dni w całym roku. Tym razem też taki był! W dniu urodzin nie tylko idealnie spędziłam czas nad morzem z najbliższymi, ale dowiedziałam się również, że zostałam częścią projektu Google – Internetowe Rewolucje i tuż po powrocie jadę na tygodniowe szkolenie do Warszawy. Brzmiało to jak spełnienie najskrytszych, zawodowych marzeń! Dostałam również od mojego ukochanego przepiękny prezent – ręcznie wykonaną szkatułkę, którą otworzyłam dopiero, kiedy rozwiązałam specjalne zagadki. CZAD! W szkatułce ukryta była piękna bransoletka z grawerem. Tym gestem po raz kolejny uświadomił mi, że idealny mężczyzna wcale nie musi kupować drogich prezentów, obsypywać swoją wybrankę kwiatami i zabierać ją na drogie wyprawy na drugi koniec świata. Liczy się gest i obecność.

Zaraz po morskim urlopie, pojechałam z maluchami do Jeleniej. One zostały na tydzień z dziadkami, a ja – pełna obaw i zestresowana tym, co mnie czeka – wsiadłam do pociągu. Warszawa powitała mnie niezbyt przyjemną pogodą i kilkoma problemami, przez które pierwsza noc wcale nie była taka wspaniała. Zaprzyjaźniłam się jednak z panem ochroniarzem hotelu, w którym mieszkałam przez kolejny tydzień i pogawędki z nim sprawiały, że dużo łatwiej zniosłam tę całą rozłąkę z rodziną. Podczas campu poznałam naprawdę genialnych ludzi – ta 30 doradców wybranych z całej Polski okazała się cudowną ekipą, dzięki której te 7 dni w Warszawie były naprawdę niezapomniane. Choć tęskniłam za moim ukochanym i dzieciakami wiedziałam, że i oni radzą sobie beze mnie rewelacyjnie. 😉

Grzegorz dostawał ode mnie codziennie niespodzianki. Na każdy dzień ukryłam mu w mieszkaniu miłą karteczkę, która miała mu zapewnić miły poranek i doskonały humor na resztę dnia. Poza karteczkami uknułam też rewelacyjny plan, w który wciągnęłam jego najlepszego kumpla. Pewnego piątkowego popołudnia zapukał on do niego niespodziewanie, chwilę później dotarł do nich kurier z najlepszymi kebabami, a w szafce czekały przekąski na męski wieczór. Panowie mogli pograć sobie na konsoli, pogadać i wspólnie udać się na mecz ping-ponga. Czy można mieć bardziej twórczą kobietę? 😛

W marcu rozpoczęłam też pracę przy projekcie. To było naprawdę genialne zawodowe wyzwanie, dzięki któremu poczułam nareszcie, że mogę osiągnąć w życiu sukces. Wynajęliśmy również swoje pierwsze biuro, którego urządzanie naprawdę sprawiło nam mnóstwo radości. Natomiast ja otrzymałam w prezencie przepiękną – ręcznie robioną toaletkę, w której jestem zakochana do dziś.

20 marca mój ukochany wziął udział w studenckich zawodach na siłowni, podczas których i ja i teściu i jego bracia, gorąco go dopingowaliśmy. Byłam naprawdę dumna widząc, jak sobie świetnie radzi. Te zawody były dla niego spełnieniem marzeń, a osiągnięte wyniki pokazały, że wiele lat pracy na siłowni nie poszło na marne.

W tym miesiącu także mieliśmy okazję wypróbować nasz escapa roomowy pomysł – w praktyce, podczas wesela koleżanki. Było naprawdę genialnie!

Ten miesiąc obfitował też w wiele rodzinnych wydarzeń, m.in. wzięliśmy udział w pasowaniu Młodego na przedszkolaka, czy wybraliśmy się wspólnie do kina/na kręgle.

Prawie każdego dnia budziłam się i zasypiałam w ramionach mojego ukochanego, utwierdzając się w tym, że dobrze zrobiłam – stawiając całe swoje życie na głowie w imię miłości. Do niego. Te kilka dni rozłąki sprawiło, że pokochałam go jeszcze mocniej.

KWIECIEŃ 2017 r. 

Tak, tak – uwielbiamy wspólne wyjazdy. 1 kwietnia to dzień urodzin mojego ukochanego, dlatego pojechaliśmy z tej okazji na wspólną wycieczkę. Ze względu na to, że mój szwagier również urodził się tego dnia – wspólnie z rodzicami przygotowaliśmy dla chłopaków niespodzianki. Był szampan, torty, przecięcie wstęgi (bo tego dnia oficjalnie mój Grzegorz otwierał firmę) i romantyczny wypad na Śnieżkę. Wiecie, jak musiałam się poświęcić? Ja – z mega lękiem wysokości i klaustrofobią, dałam się namówić na wjazd kolejką od czeskiej strony. Najgorsze 20 minut mojego życia 😛

W drodze powrotnej skusiliśmy się na pyszne czeskie jedzenie i przeżyliśmy najśmieszniejszą piwną przygodę. Chcieliśmy kupić teściowi czeskie piwo, jednak nie mogliśmy nigdzie znaleźć sklepu. Weszliśmy w końcu do jednej restauracji i dogadaliśmy się z panią, że kupimy u niej – pół litrowe. Okazało się, że… nalała nam do butelki po coli… piwo z nalewaka.

Popołudniu przeszliśmy się jeszcze na wodospad Podgórnej i resztę dnia spędziliśmy w cudnym hotelu – CHOJNIK. Podczas obiadu mogliśmy pograć w warcaby albo chińczyka. Poczuliśmy się jak duże dzieci, które same wyrwały się z domu 🙂

Kwiecień upłynął nam bardzo spokojnie. Dzięki projektowi Google sporo podróżowaliśmy – m.in. udało nam się zobaczyć Sanktuarium w Rokitnie, czy poszaleć w Parku Krasnala w Nowej Soli. Sporo też graliśmy w Monopoly, trenując rozwój naszego biznesu 😉

Spędziliśmy również miłe święta Wielkanocne, podczas których pokusiliśmy się o wspólne malowanie artystycznych jajek. W kwietniu pojechaliśmy również do Poznania, aby zrealizować niespodziankę dla mojego kochanego. Zafundowałam mu profesjonalny kurs drona 🙂 Mógł sobie polatać, poszaleć i zdobyć naprawdę sporo wiedzy z tego zakresu. 🙂

W kwietniu również urodziny obchodzi nasz Młody, dlatego więc ten miesiąc był naprawdę bardzo rodzinny i uroczysty. Tego dnia przyjechała również do nas moja siostra, która odwiedza nas naprawdę rzadko 🙁

Każdego dnia budziłam się i zasypiałam w ramionach mojego ukochanego, utwierdzając się w tym, że dobrze zrobiłam – stawiając całe swoje życie na głowie w imię miłości. Do niego.

MAJ 2017 r. 

Kolejny miesiąc z projektem Google. W międzyczasie pracowałam cały czas nad rozwojem pewnego biznesu e-commerce, w który się zaangażowałam. Sporo było wyjazdów, szkoleń, konsultacji i godzin spędzonych na rozwoju naszej firmy.

W tym miesiącu również wzmacnialiśmy nasze więzi rodzinne – odbyły się przedszkolne zawody dziecięco-rodzicielskie, w których ramię w ramię wystąpiła Majka z tatusiem. Ile było radości i zabawy! To naprawdę jedno z najmilszych wspomnień z tego okresu. Wzięliśmy również udział w pięknej akademii z okazji Dnia Mamy i Taty, a jednego dnia Majka dała rodzicom „urlop” i poszła na nockę do przedszkola 🙂

Zrobiliśmy też ogromne wodne zapasy, które codziennie były lekko podbierane przez sąsiadów 😛 Mój ukochany dokończył swoje magiczne, rowerowe zegarki i posadziliśmy całą masę domowych truskawek, które od tego dnia zajęły honorowe miejsce na balkonie. Spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu. Momentami czułam, że powoli nam się wszystko zaczyna układać…

W ramach kolejnej niespodzianki – postanowiłam zabrać swojego ukochanego na tajemniczą wycieczkę. Zorganizowanie tego wszystkiego zajęło mi naprawdę sporo czasu… Ferrari, sesja, wyjazd do Poznania. Wszystko musiało być utrzymane w tajemnicy i dopięte na ostatni guzik. Reakcja mojego Grzegorza, jak zobaczył pod Leroy Merlin żółte Ferrari Marka – niesamowita. Cała sesja i późniejsza przejażdżka sprawiły mojemu wybrankowi naprawdę mnóstwo radości. Nieważne było to, że w gruncie rzeczy był mega chory i cały czas walczył z gorączką – widziałam, że ta niespodzianka była jedną z najlepszych w jego życiu. Całą historię Ferrari przeczytacie TUTAJ. 

Maj obfitował również w twórcze działania. Odkupiliśmy starą sztalugę, którą mój Grzegorz pięknie odnowił. Pomijając fakt, że niosąc ją do domu szliśmy przez kawał miasta… a ludzie patrzyli na nas jak na nienormalnych 😉 Spędziliśmy też sporo czasu na siłowni, a młodzi nawet podjęli próbę chodzenia na specjalne sportowe zajęcia dla dzieci.

Każdego dnia budziłam się i zasypiałam w ramionach mojego ukochanego, utwierdzając się w tym, że dobrze zrobiłam – stawiając całe swoje życie na głowie w imię miłości. Do niego.

Ciąg dalszy – w następnym wpisie. 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *