Podsumowanie 2017 r. - part 2

Czerwiec 2017 r.

Czerwiec zaczął się naprawdę twórczo! 1 czerwca poprowadziłam jedno z najważniejszych szkoleń w mojej dotychczasowej karierze – w ramach Akademii Sąsiedzkiego Biznesu dla banku BGŻ. Wystąpienie przed tymi wszystkimi ludźmi na jednym z najlepszych eventów to był prawdziwy zaszczyt! W dodatku, że nie tylko ludzie, ale i organizatorzy byli mną mega zachwyceni. To był prawdziwy miód na moje pełne niewiary w siebie – serce.

Kilka dni później uczestniczyliśmy w nietypowym ślubie oraz weselu najstarszego brata mojego Grześka. Było naprawdę bardzo miło i przede wszystkim – zabawnie. Nazajutrz musieliśmy jednak ruszać w dalszą drogę – podrzucaliśmy młodocianych na tygodniowe wakacje do dziadków, a my – pełni stresu i ogromnych nadziei ruszyliśmy do Wrocławia.

Przez 5 dni przeprowadzaliśmy dla jednego z największych wrocławskich banków – różnorodne pokoje zagadek. Codziennie – inna tematyka, każda dotycząca jakiegoś charakterystycznego kraju. To było niesamowite przeżycie, które zapewniło nam mnóstwo adrenaliny. Dotarliśmy się wtedy jeszcze bardziej, a sytuacje kryzysowe nauczyły nas radzić sobie w niemalże każdej sytuacji. Rozumiecie – jak można na przykład zablokować na amen NOKIĘ 3310?!?!?!

Po pracy spędzaliśmy miło czas, relaksując się w wynajętym apartamencie lub spacerując po Wrocławiu. Byliśmy bardzo zmęczeni, ale upewniliśmy się w tym, że to co robimy – wychodzi nam naprawdę dobrze. Wszyscy pracownicy i przełożeni banku byli wręcz zachwyceni i z chęcią zapraszali nas na kolejny rok 🙂

Jako prawdziwi miłośnicy wycieczek musieliśmy wymyślić sobie kolejny cel. W końcu kurs do Gorzowa, Poznania, Jeleniej, Wrocławia i znowu Jeleniej w ciągu 15 dni to dla nas pikuś. Pan Pikuś. Postanowiliśmy więc wybrać się do Bad Muskau i obejrzeć ten zachwalany Park Mużakowski. Oczywiście – gdybyśmy nie ogarnęli sobie jakiejś nietypowej przygody, cały wyjazd byłby niewypałem 😉 Okazało się więc, że my święcie przekonani, że taki zabytkowy kamienny mostek jest właśnie w tym parku – zeszliśmy prawie 30 km na piechotę. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że chcąc go zobaczyć – musimy jechać do zupełnie innej, niemieckiej miejscowości…

W czerwcu dopadł mnie też mały kryzys. Wylądowałam w szpitalu, przez co naprawdę zaczęłam martwić się o swoje zdrowie. Nienawidzę tych wszystkich badań, leków, kroplówek i przede wszystkim – WENFLONÓW!!! Kiedy wróciłam do domu, byłam naprawdę wykończona…

Miesiąc ten obfitował też w wiele zawodowych wyzwań. Sporo podróżowałam w związku z projektem Google, przygotowywaliśmy sesję zdjęciową dla pewnej marki odzieżowej i rozwijałam kosmetyczny e-commerce.

Lipiec 2017 r. 

Lipiec przyniósł nam sporo nowości! Zaczęliśmy od nowej, szalonej pasji, jaką stał się dla nas geocaching. Poszukiwania tych ukrytych karteczek naprawdę sprawiały nam mnóstwo radości. Rozpoczęłam również pewną dodatkową pracę, która od tej chwili zabierała mi kilka dobrych godzin dziennie. Nie zmieniło to jednak naszych planów 😉 W lipcu odbyły się dwa kolejne wesela, podczas których organizowaliśmy naszą escape roomową atrakcję. Mój Grzegorz własnoręcznie przygotowywał wszystkie rekwizyty, a nie było to łatwe – tematyka morderstwa z Sherlocka Holmesa i agent 007 to prawdziwe wyzwanie, z którym mój wybranek poradził sobie śpiewająco.

Znaleźliśmy też chwilę czasu na szybki wypad nad morze, który trwał aż cały… jeden dzień 😉 Bawiliśmy się rewelacyjnie! Krótki, ale bardzo intensywny odpoczynek pozwolił nam przygotować się do trudnego i bardzo wymagającego sierpnia, który miał nieco powywracać nasze życie do góry nogami…

W lipcu również pojawiliśmy się z naszym Escape Roomem w strefie Falubaziaka, podczas żużlowych zmagań naszej drużyny. Podjęliśmy również decyzję o przeprowadzce i odnalezieniu innego mieszkania…

Miesiąc zakończyliśmy miłym wyjazdem do Jeleniej, gdzie po wielu latach udało mi się spotkać z jedną z najlepszych przyjaciółek z dzieciństwa.

Sierpień 2017 r. 

Sierpień, ach ten sierpień… rozpoczął się romantyczną i męczącą wycieczką na samotnię. Weszłam! Sama! Bez wyciągu 😛 Ileż było radości 😉 Babcia dodatkowo wyposażyła nas w przepyszne bułki parowane z truskawkami, a jedzenie i relaks w takich okolicznościach przyrody, były warte tego morderczego spaceru… 🙂 Tego dnia też pierwszy raz widziałam BETONIARKĘ wjeżdżającą szlakiem na Śnieżkę… Zrozumiałam, że jeszcze wielu rzeczy nie wiem o świecie 😛

Poza przeprowadzką, która naprawdę mocno nadwyrężyła nasze nerwy i siły – sierpień zaskoczył nas bardzo przykrą, rodzinną tragedią, o której nieustannie myślę od tego długiego czasu. Śmierć mojego brata ciotecznego, a chrześniaka mojego taty była dla nas wszystkich ogromnym zaskoczeniem i ciosem, bo oboje byliśmy w tym samym wieku… [*]

Chwilę później musieliśmy jechać na kolejną wielką wyprawę – tym razem do Krakowa. Na szczęście dzieci spędzały romantyczny miesiąc wakacyjny u dziadków i nie musieliśmy się o nic martwić. Udało nam się po drodze odwiedzić piękny zamek w Mosznej, spotkać z dobrą koleżanką pod Opolem i zwiedzić naprawdę sporo interesujących miejsc. Sam Kraków okazał się być naprawdę piękny! Spędziliśmy tam kilka miłych i bardzo rozwojowych dni, ponieważ był to czas Googlowego campu 😉 Podczas gdy ja szkoliłam swoją wiedzę z Google AdWords – mój Grzegorz przemierzał na piechotę najciekawsze zakątki Krakowa, nabijając w sumie 30 km 😉

Jednak powrót do domu nie był już taki miły i sympatyczny… To jedna z najgorszych chwil w moim życiu. Trafiliśmy podczas jazdy autostradą w tę najgorszą możliwą burzę… Ogromny wiatr, deszcz, grad, wielkie ciemne chmury… Całość stworzyła taką atmosferę, że chyba tylko cudem nie zemdlałam ze stresu. Nie było widać nic. Dosłownie – nic. Cała droga do Wrocławia to był jeden wielki koszmar, na myśl o którym do dziś się wzdrygam.

Kolejna wycieczka – tym razem do Szczecina wynagrodziła mi te wcześniejsze męki. Kilka dni po Krakowie – wybraliśmy się w prawdziwy maraton po okolicy, zakończony wycieczką na mecz siatkówki (bilety wygrałam kilka dni wcześniej w RMF MAXX) 🙂 Po drodze okazało się również, że mój ukochany uratował w lesie małego i chorego kotka, co było dla nas również sporym emocjonalnym przeżyciem. Sam pobyt w Szczecinie wspominam naprawdę rewelacyjnie. Nie tylko mecz był naprawdę ciekawy, ale również samo miasto, w którym się wręcz zakochałam. To na pewno nie były moje ostatnie odwiedziny 😉

Wrzesień 2017 r.

Wrzesień był bardzo emocjonujący. Wróciłam po wielu miesiącach na etat – czyli pracy od 8:00 do 16:00 w biurze jednej z najlepszych firm jubilerskich. Trudne to były początki 😉 Przyzwyczaić się od nowa do siedzenia w jednym miejscu przez tyle godzin…. masakra 🙂 Mądrala rozwaliłam sobie też laptopa i musiał iść do naprawy 😉

We wrześniu są również urodziny mojej kochanej córki. Spędziliśmy je mega miło! Zabraliśmy ją do parku trampolin, gdzie całą czwórką mogliśmy się porządnie wyszaleć, a później – przygotowaliśmy małą uroczystość w domu. Kilka dni później zaprosiliśmy także kilka osób z jej przedszkola do sali zabaw, a my – rodzice, mogliśmy się spotkać i porozmawiać:)

11 września pojechaliśmy też na wielką wyprawę do stolicy. Dla mojego Grzegorza to była pierwsza wizyta w Warszawie, a cel naszej wycieczki nietypowy. Nie tylko spędziliśmy noc w najpiękniejszym hotelu NOVOTEL WARSZAWA z widokiem na miasto z 26 piętra… Zwiedziliśmy też kawałek starego miasta i spędziliśmy bardzo miły czas we dwoje. Kolejnego dnia wzięliśmy udział w Stylowej ODnovie w DDTVN. To dopiero była przygoda!!! Studio DD TVN okazało się być naprawdę niesamowite, a pracujący tam ludzie – wprost przemili. Udało mi się przejść genialną metamorfozę i trochę „podrasować” swoje poczucie wartości. Szczególnie miło było mi dlatego, że bardzo dużo moich znajomych napisało do mnie wtedy, że podobało im się moje wystąpienie i szczerze mi kibicują. To dla mnie wiele znaczy!

Podbudowana telewizyjną przygodą, wkroczyłam w nowy rozdział mojego życia. Obdarowując po drodze mojego Grzegorza niespodziewajką – balonem z helem, który przyszedł do niego jako tajemnicza przesyłka. 🙂 Nie był to jedyny prezent, jaki w tym okresie dla niego przygotowałam. Tradycją stało się to, że po każdym powrocie z pracy do domu – znajdował na stole małe upominki. Raz było to pióro z grawerem, innym razem – słoik ze 112 powodami, dla których go kocham. Więcej o tych drobiazgach przeczytacie TUTAJ. 

Październik 2017 r. 

Bardzo pracowity i jednocześnie trudny miesiąc. Naprawdę ledwo ogarnialiśmy czasowo nasze życie… Poza standardową pracą – podjęliśmy się prowadzenia zajęć dla dzieci z klocków lego. Wracaliśmy do domu ledwie zipiący, około 19-20 i zabieraliśmy się za ogarnianie swojej firmy. To był bardzo wymagający czas, który dodatkowo napawał mnie stresem i powodował, że momentami kompletnie nie mogliśmy się dogadać. W międzyczasie stworzyłam też tekst do filmiku promocyjnego ekskluzywnej marki odzieżowej.

Można powiedzieć, że byłam dumna z efektów swojej pracy, jednak koniecznie był nam potrzebny odpoczynek! Wybraliśmy się więc do Jeleniej, zwiedzając po drodze Sokolnik, Karpniki i wiele innych, okolicznych zakątków. Tuż po wizycie w rodzinnych stronach – wyruszyliśmy do Katowic, zajeżdżając „po drodze” do Szczawna Zdrój (tam mój G. przebywał kiedyś w sanatorium dziecięcym), Wałbrzych i Nysę (miasto, w którym wiele lat z rzędu spędzałam wakacje). Kolejny bootcamp Google i kolejna wyprawa mojego Grzegorza. Podczas gdy ja ogarniałam Google Analytics ze swoimi trenerami – on znów pieszo, przemierzał te swoje ulubione 30 kilometrów. 🙂 W Katowicach udało mi się również spotkać z genialną kumpelą – Kasią, dzięki której ten wyjazd był naprawdę miły. W międzyczasie odwiedziliśmy Muzeum Śląskie i kilka innych miejsc, które bardzo nam się spodobały. Pomijając fakt, że się rozchorowałam i w pewnym momencie ledwo mówiłam 😉 Aaaaaa! Zapomniałabym! Odwiedziliśmy również salon Ferrari i osobiście spotkaliśmy się z Karoliną – dyrektor marketingu, którą poznałam wirtualnie podczas majowego „załatwiania” niespodzianki dla mojego ukochanego 😉 Cóż to były za emocje! 🙂

W październiku wzięliśmy też udział w aranżowanej sesji zaręczynowej dla marki jubilerskiej, w której pracuję. To było genialne doświadczenie! Bawiliśmy się wręcz rewelacyjnie  – z powodu ujęć wpatrywaliśmy się w siebie tyle czasu, że na nowo mogliśmy się w sobie zakochiwać. 😉 Uważam, że całkiem fajnie nam to wspólne pozowanie wyszło 😉

Listopad 2017 r. 

Wyjazd – niespodzianka do Jeleniej rozpoczął ten smutny, listopadowy czas. Ze względu na to, ze jesień wcale nie była taka łaskawa – umilaliśmy sobie czas wszelkimi możliwymi sposobami. Wybieraliśmy się na krótkie okoliczne wycieczki, poznawaliśmy wspólnie Zieloną Górę od całkiem innej strony. Obudziłam również w moim ukochanym nową pasję – liternictwo, które zaczął szlifować wraz z jednym internetowym kursem, który mu sprawiłam. Szybko poczuł się w tym jak ryba w wodzie i do dziś tworzy naprawdę cudowne napisy 🙂

W listopadzie wzięliśmy też udział w Majkowym przedstawieniu i spędziliśmy sporo czasu grając w gry planszowe. W między czasie wykonywaliśmy szereg badań, które przygotowywały młodą do czekającego ją zabiegu usunięcia migdałka.

Poza tym listopad był jednym z najbardziej pracowitych miesięcy. Sporo dodatkowych projektów, godziny spędzona na szlifowaniu własnej firmy i rozwijaniu projektu Google spowodowały, że momentami naprawdę opadałam z sił. Umilając sobie to oczekiwanie do świąt – wykonaliśmy handmade’owy kalendarz adwentowy, który zawierał własnoręcznie spisane wyzwania na każdy dzień.

W tym miesiącu również czekał nas kolejny niespodziewany wyjazd do Jeleniej… Kolejny pogrzeb w rodzinie, tym razem jednego z najbardziej ulubionych wujków – naprawdę wytrącił mnie z równowagi. Momentami nic nie było takie, jak powinno i czasami traciłam już wiarę, czy aby na pewno w końcu będzie lepiej?

Grudzień 2017 r. 

Dotarliśmy więc do grudnia. Jednego z moich ulubionych miesięcy. Przywitaliśmy go naprawdę godnie – świętując urodziny teściowej, dopełniając formalności w kwestii zakupu nowego auta i bawiąc się na wieczornym koncercie Andrzeja Piasecznego. I chociaż mój naburmuszony G. na początku nie był zachwycony – w końcu i on bawił się naprawdę dobrze 🙂

Kolejnego dnia czekał nas wyjazd – tym razem do Polkowic, gdzie miałam przyjemność poprowadzić świetne marketingowe szkolenie dla małej grupki osób. Było naprawdę inspirująco! Resztę wyjazdu spędziliśmy bardzo rodzinnie, ciesząc się basenem, SPA i błogim spokojem…

Mikołajki przyniosły nam wymarzone prezenty, a kolejne dni – drugą część szkolenia i świętowanie urodzin moich współpracowników. W międzyczasie udało nam się z bliska zobaczyć kultową ciężarówkę Coca-Coli, rozkręcić na nowo bloga, ubrać choinkę i zakupić świąteczne prezenty – ze sporym wyprzedzeniem.

W grudniu też świętowałam firmową wigilię, podczas gdy mój wybranek ogarniał prawniczego escape rooma w Warszawie. To dopiero było wyzwanie!

Każdego dnia wykonywaliśmy również kalendarzowe zadania, sprzątaliśmy mieszkanie i ogarnialiśmy zaległe projekty. W międzyczasie wyskoczyliśmy też na szybki wyjazd do Wrocławia i w końcu mogliśmy w spokoju cieszyć się świętami. W tym roku Mikołaj zaszalał i wszyscy dostali to, na co naprawdę czekali 🙂 Mimo tego, że jeździliśmy pomiędzy moim rodzinnym domem, a teściami – uważam, że to były naprawdę udane święta.

Sylwestra natomiast mieliśmy świętować w SPA… Najpierw górskim – później lokalnym… Bądź co bądź – ani jedna, ani druga opcja nie wypaliła. Wybieramy się więc właśnie do teściów, a od rana już szykujemy przysmaki, które mają nam umilić ten ostatni wieczór starego roku.

 

JAKI ON BYŁ? 

Z jednej strony bardzo ekscytujący – ilość podróży jakie odbyliśmy jest naprawdę imponująca. Zwiedziliśmy kawał Polski i przeszliśmy wiele kilometrów. Z drugiej strony – ten rok przyniósł też wiele przykrych chwil i sprawdzianów, które tylko umocniły naszą rodzinę. Chwilami myślałam, że gorzej już być nie może…

Okazywało się jednak, że nie ma tego złego i w chwilę znajdowaliśmy wspólnie jakieś rozwiązanie. Nie jest idealnie, ale czy ktoś może pochwalić się tak w 100% świetnym życiem?

Uważam jednak, że zdecydowanie zbyt wiele pracowałam… Czasami brałam na siebie zbyt wiele obowiązków i po prostu nie dawałam rady zdrowotnie tego udźwignąć. Momentami byłam tak zmęczona, że odechciewało mi się wszystkiego…

W tym kolejnym roku chciałabym znaleźć balans pomiędzy pracą, a życiem osobistym. Nie chcę być niewolnikiem własnego zawodu i spędzać każdą chwilę sprawdzając maila i fejsa… To nie na tym życie polega.

CZEGO NAM ŻYCZĘ NA TEN NOWY, 2018 ROK?

Zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Wymarzonego mieszkania, samochodu, sukcesów, spełnienia marzeń, spokoju i… wytrwałości. Uwierzcie, życie z takim wiecznie krzyczącym nerwusem jest naprawdę wymagające 😛 Tak kochanie, mówię o Tobie 😉 Chciałabym też skończyć swoją wymarzoną książkę i rozwinąć tego bloga, który stał się moim „czwartym dzieckiem”.

A Wam – nasi kochani czytelnicy, życzę radości, miłości i więcej chwil, które spędzicie z bliskimi. To nieocenione wspomnienia, które towarzyszyć Wam będą już zawsze. Do siego… 😉 

DZIĘKUJEMY ZA TYSIĄC UŻYTKOWNIKÓW W TYM MIESIĄCU I PONAD 4 000 ODSŁON W CIĄGU CAŁEGO GRUDNIA! Jesteście niesamowici <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *