Za zamkniętymi drzwiami... dzieją się rzeczy, o których warto mówić głośno

“Albo się zaraz uspokoisz i przestaniesz mnie denerwować, albo zaraz podpalę całe to mieszkanie” – mój ex po raz kolejny dostał ataku szału i biegał po pokoju z zapałkami, wymachując rękoma nad moją głową. Moją i naszej córki. Chcąc wyliczyć ilość sytuacji, w których groził mi lub straszył – łatwiej powiedzieć, ile dni tak naprawdę było spokojnych. Niewiele…

To była taka typowa miłość jak z bajki. Wymarzony książę w matizowym “mechanicznym” koniu, przystojny, wysoki i opalony tancerz, którego zazdrościły mi wszystkie licealne koleżanki. Może nie należał do zbyt wylewnych osób, może nie okazywał mi tony uczuć, ale chciał ze mną być. Szalałam za nim od chwili, kiedy tylko zaczęliśmy się przyjaźnić. Szybko staliśmy się parą – jedną z tych, które są ulubieńcami nauczycieli i pupilkami połowy szkoły. Cała klasa i grono pedagogiczne uczestniczyło w naszych kłótniach, za każdym razem dzieląc się na strony, które broniły w tym całym galimatiasie jednego z nas.

Z pozoru idealny związek przeniósł się z licealnej ławki, do dorosłego życia. Razem wyjechaliśmy na studia, razem wynajęliśmy tę wymarzoną kawalerkę i razem rozpoczęliśmy studenckie życie w innym mieście. Miało być bajkowo, kolorowo i cukierkowo. Mieliśmy pić sobie z dzióbków, wspierać się i wspólnie ciągnąć ten wózek zwany “codziennością”.

W pewnym momencie jednak coś zaczęło się psuć. Tak naprawdę nagle, bez uprzedzenia i zbyt szybko po wspólnym “uwiciu sobie gniazdka”. Wieczne pretensje, awantury, wyjścia z domu na kilka dni – okazały się tylko przedsmakiem tego, co czekało mnie po ślubie. A doszło do niego zdecydowanie za szybko… Zaręczyny jak z bajki, w zimowy, wigilijny wieczór rozpoczęły naszą wspólną przygodę, która zakończyła się boleśnie dwa lata później. Po wielu bojach, mękach i problemach, ale o tym później.

Od chwili, w której zostałam jego żoną dał mi do zrozumienia, że już nic nie będzie takie, jak wcześniej. Byłam nikim. Osobą do zdradzania, wyzywania i pomiatania. Służyłam za wycieraczkę jego frustracji i problemów. Codzienne kłótnie przeradzały się w coś na kształt małych wojen, podczas których niczym ranny żołnierz uciekałam z placu boju. Chciałam ze wstydu zakopać się pod ziemię. Za każdym razem bałam się, że sąsiedzi zadzwonią wreszcie na policję i ktoś zainteresuje się tym, w jakich warunkach żyje nasze dziecko. No właśnie – dziecko. Nasza córka była moją jedyną nadzieją i sensem życia. Ze wszystkich sił chciałam ją ochronić, tylko nie wiedziałam jak…

Wyzwiska, ignorowanie mojej osoby i zrobienie sobie ze mnie “sprzątaczki” stały się moją codziennością. Kiedy byłam mniej posłuszna mogłam spodziewać się gorszego traktowania… Zamykanie mnie na cały dzień w mieszkaniu, chowanie się przed rozgniewanym mężem w łazience, czy wybieganie z domu z dzieckiem na rękach, po drodze zgarniając siarczystego “kopa w plecy na rozpęd” przeplatały się z chwilami, kiedy ze łzami w oczach prosiłam go, żeby wreszcie zaczął mnie traktować jak człowieka.

Oszukiwał, bił, szarpał, poniżał, zdradzał. W końcu zostawił bez słowa, odchodząc… do innego mężczyzny. Zostawił po sobie tylko ogromny ból, mnóstwo problemów, niewyjaśnionych sytuacji i dziecko… którego do dnia dzisiejszego nie uznaje. Żałuję, że tak długo dawałam się poniżać. Żałuję, że uciekając do przyjaciółki wtedy, kiedy mnie siarczyście pobił – zdecydowałam się po jego prośbach wrócić. Żałuję, że nie miałam w sobie tyle odwagi, żeby jasno powiedzieć “dość”. Żałuję, że przez lata dawałam sobie wmawiać, że jestem totalnym zerem, którego i tak nikt inny nie zechce. Nie zrobiłam nic. Na samą myśl o tym, że miałabym kogoś prosić o pomoc robiło mi się słabo… Przecież on mnie później ukara. Znów będzie krzyczał, wyzywał, mówił mi te wszystkie straszne rzeczy… Znów będzie groził i rzucał moimi rzeczami…

Tak było kiedyś. Teraz wiem, że popełniłam wtedy ogromny błąd. Do dziś pamiętam te wszystkie łzy rozpaczy, zamykając oczy – widzę i słyszę jego przerażające krzyki. Na plecach czuję pozostałości po kopniaku “na szczęście”, którego zasadził mi, kiedy uciekałam przed nim z dzieckiem na rękach.

Nigdy nie pozwoliłabym się już tak potraktować. Nigdy nie chciałabym, aby ktoś tak zwracał się do mojej córki. NIGDY. Ty też nie możesz. Pamiętaj, że każda z nas zasługuje na miłość i szacunek, a jeśli Twój mężczyzna nie umie Ci go okazać – nie jest Ciebie wart. Przemoc nie objawia się wyłącznie biciem i szarpaniem. Przemoc to te wszystkie wyzwiska, których musisz codziennie słuchać. Przemoc to brak szacunku i obrażanie Twojej osoby. Przemoc to chwile, w których czujesz się nic nie warta tylko dlatego, że ktoś inny miał wobec Ciebie inne oczekiwania. Przemoc jest zawsze wtedy, kiedy dzieje Ci się krzywda – fizyczna, psychiczna i materialna. Mów o tym głośno. Pukaj do każdych drzwi, które mogą Ci pomóc. Zadbaj o siebie lepiej, niż ktokolwiek inny zadbałby o Ciebie.

W każdym związku są lepsze i gorsze dni, czasem mówimy sobie przykre rzeczy, których chwilę później żałujemy. Starajmy się jednak dbać o takie relacje, w których czujemy się doceniane i szanowane. Kochajmy i czujmy się kochane… To nasz klucz do szczęścia.


Wpis powstał w ramach kampanii społecznej „Za zamkniętymi drzwiami”, zainicjowanej przez Fundację 3-4-Start. Głównym celem akcji jest uświadomienie społeczeństwu, w tym czytelnikom blogów, jak powszechnym i niezrozumiany problemem jest przemoc psychologiczna oraz ekonomiczna w związkach.

Comments

  1. AW

    To fakt przykro było patrzeć, co się dzieje… Na szczęście teraz jest zupełnie inaczej!
    Dziewczyny, życie w takich związkach wymaga odwagi, do tego, aby się z nich uwolnić. Nie dajcie się tak traktować! Nie ukrywajmy, że bicie, poniżanie i inne złe zachowania nie są oznaką miłości do drugiego człowieka.
    Ze względu na siebie i swoje dzieci musicie znaleźć w sobie siłę i uciec! Uwierzcie, że tam gdzieś czeka ten o niebo lepszy człowiek.
    Słowa te nie tylko kierowane są do kobiet, niektórzy mężczyźni też padają ofiarą…
    Jedno jest pewne – tak nie można żyć, od toksycznych ludzi trzeba się uwolnić… Nie dajcie się zwodzić – lepiej nie będzie, czasem może być o wiele gorzej.

    Popieram takie kampanie.
    Autorce brawo za odwagę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *