Zmieniło się wszystko.

cud miód i niebieskie migdały

Zapomniałam już jakie przyjemne jest pisanie bloga. Można usiąść, zebrać na chwilę myśli i przelać je na klawiaturę. Zapomniałam już ile radości mi to sprawia. Dobrze, że jeszcze umiem cokolwiek sklecić 🙂 Przechodząc do sedna – witajcie po tej długiej przerwie! Jak widzicie po tytule – u nas zmieniło się wszystko. I to dosłownie. 

Najważniejszą zmianą w naszym życiu jest to, że zostaliśmy rodzicami. Panna Hanna przyszła na świat o miesiąc za wcześnie – 17 sierpnia o 17:25. Była to jedna z trzech najpiękniejszych chwil w moim życiu. Długie miesiące oczekiwania, stresu, niepewności. Codziennie zadawałam sobie pytanie, czy uda nam się dotrwać do bezpiecznego momentu, w którym już nic nie będzie zagrażało mi i mojej córeczce. Udało się! I choć Hania jest wcześniaczkiem – naprawdę radzi sobie na tym świecie rewelacyjnie. Pięknie przybiera na wadze, zmienia się i… ćwiczy cierpliwość rodziców. Jak przystało na nieodrodną córcię tatusia – ma trudny charakterek i jeśli chce jeść w tej konkretnej sekundzie – musi to dostać. Jednak bardzo ją kocham i każdego dnia cieszę się, że podjęłam tę trudną decyzję, aby do naszej rodziny dołączyła jeszcze jedna pociecha.

Kolejna zmiana – starszaczka poszła do pierwszej klasy.  Szkoła to już prawdziwe wyzwanie. Nie ma to tamto. Wielka odpowiedzialność, mnóstwo nowych doświadczeń i obowiązków, szczególnie dla nas, jako rodziców. Nie można już powiedzieć sobie „nie chce mi się rano wstać, pójdzie na 9:00″… Trzeba wstawać codziennie rano, zaprowadzić M. do szkoły, odebrać, sprawdzić lekcje, pomóc się spakować…

Najważniejsza zmiana – zakończenie spraw sądowych. Oby to był naprawdę już koniec końców. Mam dość chodzenia po sądach, męczarni, stresu i bitwy o dobro moje i mojej rodziny. Obie sprawy (odpukać) poszły po naszej myśli. Nareszcie możemy zacząć nowy rozdział w naszym życiu. Rozdział, do którego nie wpuszczamy już żadnych sądowych wezwań, adwokatów i sędziów. Finito, koniec!

Jeśli mówimy o zmianach, to oczywiście… nowa praca! Nie byle jaka, bo naprawdę bardzo rozwijająca i ambitna. Zostałam Facebook & Google Ads Managerem w naprawdę genialnej agencji, której właścicielem jest jeden z najlepszych marketingowych autorytetów w Polsce. Wspaniale jest móc szkolić swoje umiejętności i rozwijać się pod okiem osoby, która jest prawdziwym mistrzem w swoim fachu. Jestem zmęczona, czasem też bardzo zestresowana, bo ciąży na mnie nie lada odpowiedzialność i wyzwanie – muszę „dowieźć” wyniki naprawdę wymagającym i dużym firmom. Nie ma mowy o robieniu czegoś na pół gwizdka. Chcąc podjąć współpracę z Arturem zdecydowałam się także wznowić działalność mojej firmy. Na macierzyńskim to najlepsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie – nigdy nie wiadomo jak wiele „życzliwych” osób zechciałoby mi zaszkodzić. 😉

Nasza firma – Mobilny Escape Room – wkroczyła na zupełnie inny level rozwoju. Zaskoczyła nas ilość zapytań, zleceń i popularność naszej atrakcji. Pozytywnie oczywiście! Grzegorz ma naprawdę ręce pełne roboty. 🙂 Mega się z tego cieszymy, bo zależy nam na tym, żebym nie musiała wracać stacjonarnie na etat… Chyba pękłoby mi serce, jakbym miała zostawić tego mojego wyczekiwanego skrzata w jakimś żłobku…

Zostałam doktorantką! Od października rozpoczynam swoją naukową karierę i będę rozwijać się w temacie ekonomii. Tak, wiem, ja i ekonomia to dwie sprzeczności, jednak… Zawsze marzyłam o tym, żeby zostać doktorem i wykładowcą. Może tym razem uda? Zaczynam już 3 października!

I tak ogólnie to całe życie musieliśmy przeorganizować i dopasować do nowej rzeczywistości. Nie jest łatwo, naprawdę. Czasami mam ochotę siedzieć i płakać, ale za chwilę dociera do mnie, że przecież kto ma dać radę, jak nie ja? Wstaję, poprawiam wkładki laktacyjne i idę dalej. Na koronę jeszcze przyjdzie czas… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *