Czy marzenia naprawdę miały szansę się spełnić?

Sny mają to do siebie, że bywają piękne. W sumie „piękne” to mało adekwatne określenie. Sny bywają przede wszystkim złudne. Dają nadzieję na coś, co nigdy może się nie wydarzyć… I tak miało być również w tym przypadku.

Przygotowania do chrzcin syna ruszyły pełną parą. Całe przyjęcie odbywać się miało w domu, co w praktyce oznaczało mnóstwo gotowania, sprzątania, zakupów i zamieszania. W co się ubrać? Jak usadzić gości? Kto ostatecznie się pojawi? W tym szale zakochana D. zupełnie zapomniała o tym, że on przyjeżdża dzień wcześniej. Że powinna się dobrze zaprezentować (no way! miesiąc po porodzie…), przyjąć gościa i spędzić z nim trochę czasu.

Kiedy to do niej dotarło… okazało się, że on stał już za drzwiami. Nie miała czasu na NIC. Szybko odgarnęła nieumyte włosy, poprawiła rozciągnięty od karmienia sweterek i pobiegła go przywitać. Przechodząc przez korytarz spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Prezentowała się wręcz tragicznie. Najstraszniejszy na świecie obraz Edvarda Muncha – Krzyk, to przy niej pikuś, naprawdę. Zaschnięta maskara, plamy od źle nałożonego naprędce podkładu, ubrania rodem z PRL i tyyyyyle zbędnych kilogramów, że wystarczyłoby do obdzielenia wszystkich słodkich dziuń pokroju Burzy.

Cóż, Miss Polonią to ona w tej chwili nie była. Zdecydowanie. Nawet tą w rozmiarze PLUS SAJZ. Szanse, że on w ogóle uśmiechnie się do niej i ucieszy na jej widok (i to nie dlatego, że właśnie wyskoczy jej z wrażenia wkładka laktacyjna) były bliskie zeru. 3… 2… 1… Pięćdziesiąt głębokich wdechów, ściągnięcie w ostatniej chwili tetrowej pieluchy z ramienia i była gotowa. Wóz albo przewozu nie będzie i czeka ją przesiadka. Teraz, już, za chwilę.

Otworzyła niepewnie drzwi. Aaaaaaa! To był on! Tak naprawdę nigdy nie witali się ze sobą jakoś szczególnie. Na ogół kończyło się to zwykłym cześć i wymianą uśmiechów. Tym razem było jednak inaczej… Ona z radości rzuciła się na niego, przytuliła go, a on… ON pierwszy raz tak szczerze się ucieszył! Serce z emocji chciało wyskoczyć jej z piersi, zatańczyć studniówkowego poloneza, przytulić go tak najmocniej na świecie… i już nigdy nie wypuszczać ze swoich objęć. Durne serce… Jego nigdy nie da się oszukać. Chociaż całym swoim jestestwem usiłowała zachować możliwie najchłodniejszą z zimnych krwi – wypieki na twarzy i drgające z podniecenia ręce, zdradzały jej prawdziwe uczucia.

On nie zauważył. On nigdy nic nie widział. Dalej żył w tej swojej błogiej nieświadomości. Z uśmiechem od ucha do ucha, wkroczył do jej rodzinnego domu zupełnie nie w tej roli, w jakiej ona chciała go tam widzieć. Zawsze marzyła o tym, aby przyjechał tutaj z nią. Poznał jej rodzinę, zobaczył miasto, w którym się urodziła i wychowała. Odwiedził z nią miejsca, które były dla niej bardzo ważne i sentymentalne. Żeby poznał tę część jej życia, która zdążyła się wydarzyć przed tym, zanim w ogóle sprzedała mu swoje serce. Sprzedała? W sumie oddała. Mimo że on nawet go nie chciał i zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że ono już od dłuższego czasu czaiło się na niego i próbowało przekonać, że nareszcie powinien je przygarnąć.

Wyglądał nieziemsko. Nic się nie zmienił przez te kilka miesięcy. Ba! Nawet wyprzystojniał. Widać było na pierwszy rzut oka, że dieta na „masę” i siłownia naprawdę mu służą. Zmężniał, zbudował dość spore mięśnie i zaczął o siebie dbać. Może się zakochał? Wspominał kilka razy o jakiejś Imprezowiczce, którą poznał na drugim stopniu studiów, ale kurde… To chyba niemożliwe? Rozmawiali ze sobą niemalże całe dnie. Zauważyłaby to, na pewno. Co prawda mówił, że ta nowa bardzo mu się spodobała, kilka razy wychodzili gdzieś całą paczką i spędzali ze sobą ostatnio coraz więcej czasu, ale to by było już chyba nieprawdopodobne. Nie zrobiłby jej tego… Nie…

Z zamyślenia wyrwał ją płacz syna. No tak! Przecież miała go nakarmić, ale ten cały przyjazd miłości jej życia spowodował, że na chwilę zapomniała o całym realnym świecie. Zbłądziła w krainie marzeń i kompletnie nie potrafiła wrócić do rzeczywistości. Dobrze, że dzieci mają ten dar, że jeśli czegoś naprawdę chcą – nie ma siły, żeby tego nie dostały. W dodatku, jeśli są miesięcznym wcześniakiem, który jest głodny średnio co 30 minut. 🙂 Miłosne perypetie i szaleńcze plany musiała odłożyć na drugi plan. W tej chwili była przede wszystkim matką. On poczeka.

Albo i nie…

Rozsiadł się wygodnie na kanapie i zaczął dyskutować z jej rodziną. Przytulił jej córkę, z czułością spojrzał na jej nowo narodzonego syna. Już na zawsze zapamięta i zakoduje w głowie ten obraz, kiedy to pierwszy raz podała mu małego i położyła na jego ramieniu. Wyglądali cudownie. On wpatrzony w jej najważniejszego na świecie małego mężczyznę, który niemalże mieścił mu się na dłoni. Nieporadnie próbował ułożyć go na swoim ramieniu, cały czas uważając, żeby tylko nie zrobić mu krzywdy. Był taki opiekuńczy…

To ukłucie w sercu nie dawało jej spokoju. Poczuła, że ten człowiek byłby idealnym ojcem dla jej dzieci. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie szukała nikogo „na zastępstwo”. Nikogo nie zmusi, nie poprosi, nikomu aż tak nie zaufa. Jednak… On naprawdę wydał się jej w tej chwili takim najsłodszym ze wszystkich słodkich ptysiów z kremem. On – wielki człowiek, z ogromnymi mięśniami i niemalże zerowym wyczuciem delikatności, trzymał jej syna tak spokojnie, tak czule, że tylko kobieta o sercu ze stali, w tej chwili nie zmieniłaby zdania…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *