Niby nic, a tak to się skończyło…

Pojawienie się „blond burzy” pomiędzy tym dwojgiem, rozpoczęło prawdziwą serię niefortunnych zdarzeń. Ona wyjechała do innego miasta, rzuciła się w wir pracy i prób poukładania swojego życia na nowo. On dał się ponieść swojej nowej miłostce. Nadal utrzymywali swoją szaleńczą… przyjaźń, ale nie było to już „TO” samo. Ona musiała codziennie słuchać o jego kolejnych miłosnych podbojach, zupełnie jak za starych, jędzowatych czasów. Wszystko wróciło, od nowa. Znowu była na drugim planie, znowu musiała walczyć o jego uwagę i chociaż 5 minut rozmowy.

Rozmowy, która w większości i tak krążyła wokół nowych opowiastek z życia Pani Burzy.

D. ciągle zastanawiała się, skąd ta pudrowa gwiazda bierze tyle pomysłów na niezliczone przygody, kłopoty i wymysły, jakimi karmiła niczego nieświadomego X. Z jej autorskich opowiadań miała tak bujne życie, że mogłaby podzielić się emocjami z innymi plastik-fantastik niuniami podniecającymi się promocjami w Rossmanie.

Zupełnie poważnie. Burzliwa blondyna potrafiła wyssać z palca takie historie, że nawet łupież się na głowie jeżył. D. wielokrotnie próbowała przemówić swojemu ukochanemu do rozsądku. Bezskutecznie. Czekała więc na rozwój sytuacji. Wiedziała, że cała ta znajomość potoczy się w złym kierunku. Czekała już na kolejne kłamstwa i opowieści o tym, jak Burza musiała walczyć z różowymi przybyszami z kosmosu, aby zdobyć od nich swoją starą kamerkę do Skajpa, czy nowych chorobach, jakie znajdzie sobie w słowniku wyrazów obcych.

A ona czekała. Cierpliwie. Tzn, ciężko to określić jako bierne czekanie, bo to byłoby akurat kłamstwem (a fałszem i obłudą brzydziła się bardziej, niż tymi blond włosami i zaschniętym eyelinerem burzliwej blondynki). Czekała i próbowała się pocieszyć. Szukała nowej miłości, znajomości, alternatywy i sensu życia. Znalazła, albo wtedy tylko jej się tak wydawało. Zupełnym przypadkiem trafiła na NIEGO. Motocyklistę, który obdarzył ją zbyt silnym uczuciem już od pierwszego spotkania. Nie zaiskrzyło. Co najwyżej spowodowało spięcie i wysadziło korki, a 9 miesięcy później na świecie pojawił się ich syn.

Miłość Motocyklisty do niej była zbyt silna, zaborcza i bardzo nienaturalna. Wszystko, co jego dotyczy było takie brutalne, inne. Nie chciała z nim być. Wielokrotnie próbowała się uwolnić, uciec. Bezskutecznie. On osaczał ją coraz mocniej. Wiedział, że go nie kocha. Wiedział, że nic do niego nie czuje, poza odrazą i poczuciem obowiązku. Wiedział, że na dłuższą metę ten związek nie wypali. Ale wiedział też, że ona nie ma wyjścia. Nie ma alternatywy. Pan X zajęty był słuchaniem kolejnych niestworzonych historii, angażowaniem się w fikcyjną relację oraz walką z niesforną ciemnością, jaka zastała go z Panią Burzą  w tym nieszczęsnym domku nad jeziorem.

Była w tym sama i nie potrafiła tego skończyć. Żadne wyjście nie było dobrym rozwiązaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *