Prolog – ZZH

I nigdy więcej miała się nie zakochiwać! Wmawiała sobie przez dłuższy czas, że każdy napotkany facet będzie taki sam. Tym razem miało być tak samo… Ona nawet chciała, żeby tak właśnie było! Całym swoim jestestwem nawoływała do świata „zróbcie coś, popsujcie to, nie może być dobrze!”. I miało nie być… Naprawdę miało nie być dobrze!

Siedziała teraz na dachu swojego obskurnego wieżowca, wydmuchując nos w kolejny skrawek szarego papieru. Dookoła niej leżał już cały pokaźny stosik. Dlaczego.. – mruczała – że też to akurat mi musiało się przytrafić? Za co?!

Kolejny zasmarkany papier wylądował za jej plecami. Z rozmazanym tuszem, zaciekami na wypudrowanej twarzy i zrozpaczoną miną wyglądała, jakby w jednej chwili zawalił się cały jej świat. Paradoks! Tysiące innych kobiet na jej miejscu właśnie szalałoby z radości! Facet, na widok którego wzdychała z podniecenia przez całe pół roku właśnie zrozumiał, że ona istnieje! Ba, nawet więcej! Zaczął się nią interesować, ale nie tak po koleżeńsku, tylko zupełnie poważnie.

Wpatrzona w rozgwieżdżone niebo zastanawiała się, co z tym wszystkim zrobić. Idiotyzmem byłoby się wycofać. Teraz. Akurat teraz… Wiedziała, że w głębi duszy wcale tego nie chce. Kochała go. Pokochała go już dawno… Kiedy on nawet nie myślał o niej inaczej, niż o „dobrej kumpeli”. Wzdychała do myśli o nim każdego wieczoru. Nieustannie. Od wielu miesięcy. Na jego widok zaczynały jej się trząść kolana, a serce lądowało w gardle, chcąc chyba wyskoczyć wprost do niego mówiąc: weź mnie, jestem już Twoje. Jak na złość on nic nie widział. Ślepy, zapatrzony w swoją dziewczynę ignorant… No tak! Żeby tej rozpaczy było mało, on wiecznie z kimś był! I nie była to ona…

Codziennie idąc obok niego i słuchając opowieści o tajemniczej jędzy (zwanej jego „ukochaną”) z przerażeniem odkrywała, że w każdej chwili jest w stanie zwrócić swoje dzisiejsze śniadanie. Na wspomnienie imienia wroga robiło jej się słabo. No ile można o niej słuchać? A on nadal nic nie widział. Często klepał ją po ramieniu, jak dobrego kumpla, mówiąc, że bardzo lubi spędzać z nią czas. Czas. Nawet nie wiedział, jak bardzo chciałaby spędzać go z nim w zupełnie inny sposób.

Często przed zaśnięciem odtwarzała sobie w myślach jego każde słowo, uśmiech, gest… Szalała za nim. Mogła rozmawiać z nim godzinami. Barwa jego głosu przyprawiała ją o dreszcze… Szczególnie wieczorami, kiedy dodatkowo tak seksownie walczył z chrypką. Ech… To ona pocieszała go po każdej kłótni, rozstaniu, To ona była zawsze. Na wyciągnięcie ręki… Tylko on wolał tymi rękoma dotykać i głaskać po policzku inną. To bolało. Bardzo. Szczególnie słuchanie o wszystkich intymnych szczegółach jego związków.

I co? I teraz to wszystko miałoby się nagle zmienić? Co z ich przyjaźnią? Co z jej życiem? Przecież obiecała sobie, że już nigdy więcej się nie zakocha. Nie teraz. Nie może się z nikim spotykać. Ona chciała wyjechać. Uciec, jak najdalej od niego. Od tej chorej, platonicznej miłości.

Chciała… Postanowiła jednak zaryzykować. W końcu raz się żyje! Dopiła ostatni łyk kawy, z którą się ostatnio nie rozstawała, poprawiła sukienkę, przetarła oczy i była gotowa. Gotowa na podbijanie świata. Przecież jej nic nie mogło złamać. Nawet wizja szczęśliwej odwzajemnionej miłości. Takie kobiety jak ona też się kiedyś zakochują! No przecież… Jeśli nie, to ona będzie pierwszą. Trudno…

Rzuciła okiem na zasmarkany stosik papierów i po raz ostatni głośno zapłakała. Zrozumiała, że nie da się dłużej oszukiwać. Ma serce, ma duszę i wcale nie jest taką zimną suką, na jaką próbowała pozować przez ostatni czas. Może jemu warto zaufać? Z resztą, po co już teraz się stresować, skoro on dopiero wyraził chęć przyjścia do niej na imprezę. Może wcale nic z tego nie będzie? Może jej się tylko wydaje, że to będzie niezapomniana noc życia?

Złapała kilka szybkich oddechów i pchnęła drzwi prowadzące na klatkę schodową. Czas wrócić do domu… Córka czeka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *